Moje zdjęcie
UWAGA! UWAGA! TEN BLOG NIE BĘDZIE PRZEZ NAS UŻYWANY I ZOSTANIE WKRÓTCE PRZENIESIONY NA NASZA NOWĄ STRONĘ "Travelling Butterfly" (www.travellingbutterfly.com) Zajrzyjcie na nową stronę żeby śledzić co się z nami aktualnie dzieje! Pozdrawiamy. Julita & Wojtek
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki z Australii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki z Australii. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Festiwal średniowieczny w Australii - Abbey Medieval Festival


*******************************************************

UWAGA: Zajrzyj na nasza nowa strone travellingbutterfly.com   !!!!!

******************************************************* 
Może to być dla niektórych zaskakujące, ale w Australii również odbywają się historyczne imprezy... Ta dotycząca średniowiecznego stylu życia i średniowiecznych bitew jest organizowana tuż pod Brisbane, w Caboolture. Jest to Abbey Medieval Festival organizowany, co roku w pierwszy weekend lipca. Jest to największa tego typu impreza w Australii i nic dziwnego, że ludzie z całego kraju zjeżdżają się, żeby w niej uczestniczyć.



Nie przesadzę mówiąc, że około 30 tysięcy ludzi bierze udział i trzeba swoje odczekać, żeby wejść, bo kolejka oczekujących jest dość długa. Impreza jest fantastycznie zoorganizowana: interesujący program, przepięknie poubierani wystawcy reprezentujący różne średniowieczne nacje czy zawody. Najbardziej spektakularne są rekonstrukcje bitew średniowiecznych: prowadzący objaśnia, co się dzieje na polu, kto wygrywa kto przegrywa (przegrywający rycerze po prostu przewracają się po dotknięciu mieczem i udają martwych). Uczestnicy bitwy mają własnoręcznie przygotowane zbroje, które muszą ważyć kilkadziesiąt kilogramów, plus miecze i tarcze. Chyba nawet ciężko im się z takim obciążeniem chodzi, więc dodatkowy wysiłek w postaci machania mieczem zasługuje na gromkie brawa.





Kolejnym gwoździem programu są  pojedynki rycerzy na koniach, tzw jousts.  Rycerze przyjeżdżają z różnych krajów i z tego co mówił spiker to podobne zawody odbywają się w Polsce (może przy okazji rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem). Zawody w łucznictwie też są ciekawe: na przewieszonej linie jedzie świniak do którego się celuje.

 
 

Oprócz widowiskowych bitew i zawodów rycerskich, można podziwiać dziesiątki namiotów z inscenizacją średniowiecznego stylu życia. Wszystko ręcznie robione łącznie z oddzielaniem mięsa od skóry, pieczeniem chleba, mieleniem mąki z ziaren, naturalna medycyna, naczynia w dawnym stylu itp. Chyba najbardziej odwiedzanym namiotem był namiot cygański, przepiękne stroje, pokaz tańców oraz barwne namioty.
 



 







Można też sobie kupić jagnięce golonki i poczuć się jak pan na uczcie, mięso to zapewne był rarytas w średniowieczu…
 Trzeba koniecznie zobaczyć ten festiwal na własne oczy, poczuć jego atmosferę, która niemalże przeniesie cię w dawne czasy…




Na pewno wrócimy na ten festiwal w następnym roku, może nawet popracujemy nad adekwatnymi strojami!
J

*******************************************************

UWAGA: Zajrzyj na nasza nowa strone travellingbutterfly.com   !!!!!

******************************************************* 

środa, 10 lipca 2013

Christmas in July - Boże Narodzenie w lipcu?

Gdy w pierwszym roku naszego pobytu w Australii zobaczyliśmy reklamy świątecznych kolacji zwanych ‘Christmas in July’, pomysł na obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia w lipcu wydał nam się lokalną fanaberią. Dziwny koncept pomyśleliśmy sobie, bo przecież święta są w grudniu. Rok później w klubie nurkowym przypomniano nam znowu o Christmas in July, kiedy organizowano świąteczne BBQ z nurkującym mikołajem. No i wreszcie dotarło do nas, o co w tym wszystkim chodzi: skoro Boże Narodzenie wypada w Australii w środku lata to nijak to się łączy z atmosferą towarzyszącą świętom którą my znamy z dzieciństwa (a Australijczycy pewnie z filmów :-)), czyli kiedy jest zimno, pada biały śnieg, są krótkie dni a długie noce, kiedy je się pieczone mięsa i pije grzane wino itd. Święta w Australii to czas urlopu spędzonego na plaży, opalając się na słońcu, smażąc krewetki na BBQ z przerwami na kąpiel w basenie. Dla nas Europejczyków ciężko jest wpaść klimat świąteczny w takich warunkach (a tu więcej o Bożym Narodzeniu w Australii).



Więc kiedy robi się tu chłodniej, kiedy dni robią się krótsze i zakłada się cieplejsze ubrania, troszkę się czuje tak jakby zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. W tym roku zdecydowaliśmy zasmakować klimatu świątecznego ‘tak jak przystało’ w okresie zimowym! Wybraliśmy się na weekend do najzimniejszego zakątka Queensland - regionu Granite Belt, żeby spędzić czas przy kominku, pójść na świąteczną kolację przy zapalonej choince, napić się grzanego wina, pośpiewać Jingle Bells i dostać prezent od Mikołaja.

Świąteczna kolacja w stylu średniowiecznym - danie główne szczurw sosie własnym :-)
 A w ciągu dnia, żeby ulepić bałwana i porzucać się śnieżkami ze sztucznego śniegu (specjalnie dowożonego w kontenerach). Faktycznie można wpaść w świąteczny klimat nawet w lipcu. Christmas in July dziwne święta? Teraz dla nas nie bardziej dziwne niż Boże Narodzenie w środku lata….
J

środa, 12 czerwca 2013

Coś o Australijczykach

Dziś trochę nietypowy post – zamiast opisu jakiegoś miejsca, postanowiliśmy napisać coś na temat ludzi, czyli Australijczyków.

Od początku naszego pobytu w Australii jesteśmy zachwyceni wieloma rzeczami: słoneczną pogodą, skaczącymi kangurami, sennymi koalami, kolorowymi papugami, pysznymi owocami, basenem w przydomowym ogródku, wyluzowaną atmosferą w pracy. Pewnie moglibyśmy wyliczać jeszcze wiele innych drobnych rzeczy, ale to co nas najbardziej urzekło to Australijczycy, ich uśmiech na twarzy, pogodne usposobienie, życzliwość dla innych oraz rodzinny sposób spędzania czasu wolnego. A oto przykłady Australiskiej życzliwości wzięte z naszego doświadczenia:

Pierwsze dni naszego pobytu w Brisbane i mamy juz dwa przypadki, kiedy Australijczycy okazali sie dla nas bardzo mili. Pierwszego dnia w Brisbane mieliśmy kilka spraw do załatwienia miedzy innymi sfinalizowanie otwarcia konta w banku. Tak się też złożyło, że mieliśmy też potwierdzić przez email oglądanie mieszkania do wynajęcia, ale mieliśmy nieco utrudniony dostęp do internetu i nie mogliśmy sprawdzić naszych emaili. No więc przy okazji otwierania konta, zapytaliśmy półżartem panią z banku, czy nie pozwoliłaby nam sprawdzic prywatnego emaila w swoim komputerze. Nie zawahała się ani na chwilkę, po prostu przekręciła w naszą stronę monitor i podała klawiaturę. Ależ to był miły gest z jej strony!

Widok z jednego z balkonów domu w którym już dwa razy spędziliśmy czas na wybrzeżu
Nasz pierwszy nocny spacer po Brisbane zakończył sie nieoczekiwanie koncertem. Przechodząc po uliczkach Fortitude Valley zachęceni muzyką na żywo i tłumem ludzi, skierowaliśmy swoje kroki do jednego pubów. Po usłyszeniu ceny wejściówek, chcieliśmy sie odkręcić na pięcie, a tu nad naszymi głowami pojawiłą sie machająca ręka z biletami i miły pan zakomunikował, że ma dwa wolne bilety i chętnie je nam odstąpi! Oczywiscie skorzystaliśmy z propozycji i tym sposobem zaliczyliśmy koncert Jona Stevensa – znanego w Australii muzyka. Jak pisaliśmy ostatnio, widzieliśmy go też w trakcie Blues Festival (w tym poście jest krótki filmik z jego koncertu) i zobaczymy go ponownie już za parę dni w musicalu Jesus Christ Superstar.

Mieszkaliśmy w Brisbane zaledwie kilka tygodni, kiedy jeden z kolegów z pracy mimochodem zaproponowal nam klucze do domu swoich teściow, którzy akurat wyjechali na wakacje. A że dom jest na wybrzeżu, nad samym oceanem, to chyba nie muszę dodawać, ze mieliśmy wspaniały weekend i do tego za free. W tym roku teściowie kolegi ponownie wyjechali na wakacje i tym razem zamieszkalimy w ich domu na cały tydzień. Pobyt tam to zawsze ogromna przyjemność i doskonałą terapia, bo dom jest 4-poziomowy z przeszklonymi ścianami, widokiem na ocean i małym wewnętrznym ogródkiem. Najlepsze jest to, że nigdy nawet nie poznaliśmy właścicieli… Pomyślcie, czy znacie kogoś, kto pozwoliłby mieszkać w swoim domu obcym ludziom – znajomym zięcia z pracy?

Czy przypadkowo poznani ludzie mogą stać się twoimi przyjaciółmi? Ależ jak najbardziej! Będąc któregoś razu na spacerze w parku, zaczęliśmy rozmawiać ze starszą parą, Warrenem i Ivy, która akurat tam miała piknik. Od tamtej pory regularnie sie odwiedzamy, piszemy, poznaliśmy ich dzieci, wnuki itd.  Uwielbiamy ich historie, porady dotyczace podróżowania po Australii oraz pyszne tosty, którymi nas częstują, gdy tylko pojawiamy się u nich w domu.

Warren & Ivy
A oto kolejne przykłady bezinteresownej życzliwości, której doświadczyliśmy w Austrtalii. Sylwestrową noc w 2011 spędzaliśmy w Nambucca Heads w Nowej Południowej Walli i wieczorem wybraliśmy sie na kolację. Byla to mała miejscowość z niewielkim wyborem miejsc gdzie można coś zjeść. No i akurat restauracja najbliższa od naszego campingu nie miała licencji na sprzedaż alkoholu, można za to było przynieść tam swoje piwo lub wino (to często spotykany w Australii system). Kelenrka powiedziała, że może w pobliskim sklepie coś dostaniemy, ale nie była pewna czy będzie on jeszcze otwarty. Ku naszemu zdziwieniu para siedząca przy pobliskim stoliku wstała i podeszla do nas mowiąc, żebyśmy się nie fatygowali do sklepu, bo on i tak na pewno jest zamknięty i że oni mają zapas w bagażniku i że mogą się z nami podzielić. Dostaliśmy więc w prezencie portugalskie wino i dwa piwa, oczywiście za free.

Innym razem po zrobieniu ogromnych zakupów w sklepie ze sprzętem do nurkowania, pani sprzedawczyni zauważyła nas sunących z zakupami po ulicy. Właśnie skończyła swoją zmianę i wracała do domu, więc zatrzymała sie i zapytała się czy nas nie podwieźć! Oczywiscie nie odmówiliśmy.

Oprócz tych ‘większych’ wydarzeń, często spotykają nas po prostu miłe gesty: ktoś nas kiedyś przepuścił przez swój ogródek, żebyśmy nie musieli iść na około, barman w pubie albo właściciel sklepu doradzili, które piwo czy woda jest tańsza, zamiast próbować nas ‘orżnąć’, przed przyjazdem do Brisbane dostaliśmy wiele porad od nieznajomych nam ludzi w sprawie szukania mieszkania i innych praktycznych rzeczy, poznana na jazzie starsza pani wzięła od nas adres i przysyła nam kartki, pan listonosz widząc, że mam okropne zachrypiałe gardło, przyniósł mi tabletki z apteki itp itd.

Dzięki takim małym i większym gestom poczuliśmy się tutaj naprawdę jak w domu. A takie nawet najbardziej błahe przejawy życzliwości w codziennym życiu potrafią sprawić, że humor poprawia się na cały dzień! To wszystko pewnie przez to wiecznie świecące słońce ;-)

J&W

niedziela, 31 marca 2013

Wielkanoc w Australii

Okres Wielkanocny wypada w Australii na jesieni i podobnie jak Boże Narodzenie, w trakcie przerwy szkolnej. Wielkanocna przerwa szkolna trwa 2 tygodnie i tak jest zsynchronizowywana przez lokalny rząd, że obejmuje co roku Święta Wielkanocne. Wielki Piątek oraz Poniedziałek Wielkanocny są dniami wolnymi od pracy w całej Australii.
 
Wielkanocny królik na plaży
Możecie sobie więc wyobrazić, co się w tym czasie dzieje: wszyscy biorą urlopy i zabierają swoje rodziny nad ocean! Jak to miejscowi powiadają, ten urlop to ostatnie dni letniego słońca (chociaż tak naprawdę w Queensland nic tego nie zapowiada – dziś termometr wciąż pokazywał ok. 30 stopni…) W tym roku i my dołączyliśmy do tej grupy urlopowiczów i czterodniowe wakacje Wielkanocne spędzamy na pobliskim Sunshine Coast, w miejscowości Caloundra. Wspomnieliśmy już, że Australijczycy kochają biwakować i miejsce na polu namiotowym trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, każda połać trawy jest idealnie zagospodarowana. Z rezerwacją hoteli jest mniejszy problem – zawsze się znajdzie jakiś pokój. Australijczycy wolą jednak od hoteli wynajmować apartamenty rodzinne, gdzie można sobie samemu gotować i grillować. Taki apartament ma wszystko czego potrzebujesz w trakcie urlopu rodzinnego: lodówkę, kuchenkę, garnki, kubki, szklanki, czajnik, toster, mikrofalę, sztućce, a nawet pralkę, suszarkę, żelazko itp. (więcej o różnych opcjach noclegowych znaleźć można na stronie informacje praktyczne. 
Australijczycy często wyjeżdżają, co roku z rodziną i znajomymi dokładnie w to samo miejsce, znamy osoby, które zawsze jeżdżą do tych samych apartamentów tuż przy plaży, a rezerwacje robią z rocznym wyprzedzeniem. 

Plaża w Caloundra w Niedzielę Wielkanocną
A jak wyglądają same święta? Z tego co się zorientowaliśmy to przede wszystkim rodzinnie i ... czekoladowo. Dziadkowie, rodzice, dzieciaki – wszyscy wyjeżdżają w to samo miejsce, albo przynajmniej się tam spotykają na jeden dzień i spędzają razem czas na plaży, grillując i relaksując się. W Wielki Piątek króluje ‘fish and chips’, bo Australijczycy często też nie jedzą w tym dniu mięsa (mimo że zazwyczaj nie są religijni jako naród). Większość sklepów oraz restauracji jest nieczynna w tym dniu, a nawet tego dnia nie jest wydawana gazeta jako jedyny dzień w roku. W sobotę oraz niedzielę często są organizowane dla dzieci tzw. Easter egg hunts, czyli poszukiwania czekoladowych jajek. 

 

Rodzice chowają jajka albo w ogrodzie, albo gdzieś w parku, dzieciaki dostają koszyki i mają sobie szukać pochowanych przysmaków. Co znalezione, można zjeść. W niedzielę obowiązkowy rodzinny obiad (często jest to wspólny grill na plaży czy w parku) oraz poranne nabożeństwo dla tych religijnych. Dzieciaki obdarowywane są małym upominkami typu pluszowy królik, kaczka czy kurczak oraz oczywiście czekoladowymi królikami i jajkami, dorośli zresztą też dostają czekoladę. Jest to zapewne największa konsumpcja czekolady w całym roku.

Jakie zdziwienie pokazuje się na twarzach Australijczyków, gdy dowiadują się, że my w Wielkanoc nie jemy czekolady tylko świenconkę, czyli gotowane jajka, chleb i kiełbasę. Bardzo rzadka tradycja… Bo przecież w całej kulturze anglosaskiej (UK, USA, Irlandii) Wielkanoc to przede wszystkim czekoladowe przysmaki.

W anglosaskiej kulturze symbolem świąt jest Easter Bunny, czyli Wielkanocny Królik, którego podobizny zrobione z czekolady można kupić wszędzie. W Australii też możemy spotkać w sklepach króliki, ale jest też jego lokalny odpowiednik w postaci Billby, czyli Australijskiego małego torbacza z dużymi uszami, który rzeczywiście trochę przypomina królika. Królik w Australii uważany jest za szkodnika niszczącego lokalne rośliny oraz owady, więc nic dziwnego, że narodził się ruch zastąpienia królika australijskim zwierzątkiem.  

Wielkanocny billby
Co do Wielkanocnego Poniedziałku to nie za dużo się już dzieje, raczej jest to tylko dzień wolny od pracy. Tu w Queensland w trakcie Wielkanocy odbywają się dwa duże festiwale: jeden rodzinny Redlands Easter Family Event w Cleveland, a drugi muzyczny: Easterfest w Toowoomba, największy festiwal muzyki gospel w Australii.

Radosnych  Świąt Wielkanocych z australijskiej plaży
Życzymy Wszystkim czytelnikom bloga, naszym przyjaciołom oraz rodzinie radosnych Świąt Wielkanocnych!

Wkrótce ciąg dalszy relacji z naszej podróży po południowej Australii: tym razem o Great Ocean Road. 

J&W

czwartek, 20 grudnia 2012

Boże Narodzenie w Australii

Australijskie święta wypadają w środku lata i to zasadnicza różnica między świętami w Europie a tymi tutaj. W Brisbane w grudniu temperatura sięga 35 stopni, nie ma mowy o świątecznej atmosferze jaką pamiętamy z Polski (czytaj post z zeszłego roku) czy białym puchu za oknem. Co zatem jest podobne?

Choinki i świąteczne dekoracje
Choinki można spotkać nie tylko w domach ale w sklepach, głównych placach miasta oraz w barach, restauracjach i urzędach. Ta największa w Brisbane stoi na Placu St. George, jej uroczyste zapalenie odbywa się w jeden z pierwszych grudniowych piątków, co przyciąga tłumy gapiów. Wszystkie światełka są na baterie słoneczne i jak widać słońca w tym roku nie brakowało, bo choinka świeci się jak każda inna. Jest też tradycja rozbierania choinki tak samo jak w Polsce, najpóźniej 12 dni po świętach, żeby nie przyniosły pecha w Nowym Roku. Oprócz choinek, przywędrowała tu amerykańska tradycja przyozdabiania domów oraz ogrodów a najładniej przyozdobione domostwa biorą udział w konkursie. Miasto organizuje specjalne płatne wycieczki autobusowe do tych najbardziej przyozdobionych dzielnic, nazywa się to 4KQ Christmas Lights Tour i oczywiście odbywa się po zmierzchu. Video z jednym takim przyozdobionym domem pod Brisbane jest wrzucone na naszą stronę na FB.




Śpiewanie kolęd
Tradycja ta przywędrowała z Europy i są to głównie Brytyjskie melodie. W okresie przedświątecznym organizowane są różne imprezy, gdzie motywem przewodnim jest śpiewanie kolęd np. Carols on Green (świąteczny piknik z kolędami), albo Carols in the City coroczna wielka impreza w Brisbane pod patronatem prezydenta miasta. W Melbourne największą imprezą jest Carols by Candlelight, które odbywa się z wigilię i jest transmitowany na żywo w TV.

Mikołaj i renifery
Wszędzie można go spotkać i choć pogoda nie służy jego tradycyjnemu strojowi, to widzieliśmy jego australijskie wersje: na ratownika plażowego czy na surfera. Dowiedzieliśmy się też o tutejszej bożonarodzeniowej tradycji: otóż w Wigilie dzieci zostawiają pod drzwiami do domu mleko i ciastka dla mikołaja oraz marchewkę dla renifera! Bardzo popularany jest też zwyczaj wożenia mikołaja w wozie strażackim przez ulice miasta, żeby ten mógł obdarować dzieciaki lizakami i cukierkami.

Świąteczne prezenty
Każdy musi dostać prezent i szał zakupowy trwa cały grudzień. Może z tą różnicą że budżet przeciętnego Australijczyka jest nieco wyższy niż Polaka, tutaj przeciętna osoba wydaje ok $500 na prezenty bożonarodzeniowe. Tu przeczytaj o oryginalnym bożonarodzeniowym prezencie. My w tym roku zorganizowaliśmy sobie z przyjaciółmi ‘secret santa’, czyli kupowanie prezentów-niespodzianek wylosowanym osobom, i tym sposobem mikołaj przyniósł nam: helikopter, miętę do zasiania w jajku oraz książkę nie do końca moralną…

Świąteczne BBQ oraz Secret Santa z przyjaciółmi w Roma Street Park
Imprezy świąteczne w pracy
Impreza świąteczna nie może być sponsorowana przez pracodawcę jeżeli pracujesz w sektorze publicznym. W takim przypadku często więc organizuje się albo świąteczny lunch w restauracji albo świąteczne śniadanie. Za wszystko jednak trzeba płacić z własnej kieszeni. Czasami organizuje się tak zwany trening na koniec roku, i oprócz prezentacji jest darmowe jedzenie…w sektorze prywatnym natomiast hulaj duszo, słyszeliśmy o imprezach świątecznych na torach wyścigowych, gdzie oprócz drinków, jedzenia dostaje się pieniądze na obstawianie wyścigów konnych. Impreza ‘czerwony dywan’, gdzie ludzie przebierają się za znane osobowości, albo impreza bal maskowy z wróżbitami, magikami i innymi pokazami. Takie wielkie imprezy organizowane są w soboty i można przyjść ze swoją połową.

Świąteczna królowa i król na imprezie świątecznej z pracy
U mnie (Julita) w pracy w zeszłym roku mieliśmy ciekawe mikołajki pod nazwą ‘stealing santa’, czyli ‘złodziejskie mikołajki’. Zasady są dokładnie opracowane, w skrócie opisze, że każdy kto kupił prezent dostawał numerek, który decydował, w której kolejności losuje się prezent dla siebie. Im wyższy numerek tym lepiej dla ciebie, gdyż osoby, które są za tobą widzą, co dostałeś i mogą zamiast losować prezent, po prostu ukraść twój, ty natomiast losujesz następny w miejsce tego, który ci ukradziono. Zapewniam, że wszyscy bawili się wyśmienicie!

Śniadanie w stylu tropikalno-świątecznym :)
Bożonarodzeniowy obiad
Australijska rodzina obchodzi uroczyście głownie Dzień Bożego Narodzenia (tradycja Brytyjska) i cała rodzina zbiera się na uroczysty obiad. Przygotowuje się z tej okazji najwykwintniejsze potrawy, typu pieczeń (Sunday roast), szynki, pieczony indyk – często te dania są w sosie czereśniowym! Generalnie to czereśnie są owocem numer 1 na święta, dodaje się do wszystkiego, dań, deserów, lodów, ciast i przyozdabia się nimi stół. Kolejnym daniem, który tu w Queensland jest bardzo popularnym to grillowane krewetki. Wiele osób mi powiedziało, że w ich domu to obowiązkowa świąteczna potrawa.

Jako że Boże Narodzenie pokrywa się z wakacjami szkolnymi oraz sezonem urlopowym, wielu Australiczyków wyjeżdża na wakacje i wtedy taki bożonarodzeniowy obiad to po prostu BBQ w parku albo na plaży!

Świątecznie BBQ - trzy wersje kangura: steak z kangura, burger kangurowy oraz kiełbaski z kangura
Świąteczny urlop
Sporo ludzi wykorzystuje święta jako świetną okazję do urlopu – okres świąteczno-noworoczny to absolutny szczyt sezonu, z pełnymi plażami i kempingami. Kochający kempingi Australijczycy ruszają takimi tłumami, że w niektórych miejscach około czerwca czy lipca odbywa się losowanie miejsc na polach namiotowych na okres świąteczny…Jako że nasz cudowny pracodawca podarował nam dodatkowe 4 dni urlopu w tym roku, wystarczyło wziąć 3 dni ze swojej puli i tym sposobem mamy 16 dni wolnego! Dołączamy więc do gromady Australijczyków urlopującej w czasie świąt. W tym roku wyruszamy w podróż przez outback do Adelaide, gdzie spędzimy święta z przyjaciółmi, a w drodze powrotnej przejedziemy przez Great Ocean Road, zajedziemy na Kangaroo Island oraz Phillip Island.

Pełna relacja z podróży dopiero po powrocie w styczniu, ale będziemy wrzucać krótkie relacje na naszą stronę na FB. Mamy też zamiar wykorzystać urlop do nadrobienia zaległości blogowych – uzbierała nam się już dość długa lista zaległych postów, tak że warto tu zaglądać podczas świąt!

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich czytelników!


J&W 

czwartek, 20 września 2012

Wystawa zwierząt hodowlanych i demolka samochodów czyli Beaudesert Show

Każdy region w Australii obchodzi w swojej stolicy święto zwierząt, na którym hodowcy prezentują swoje zwierzęta, a przy okazji odbywa się festyn, z jarmarkiem, muzyką, różnymi konkursami i oczywiście fajerwerkami. W Brisbane ta coroczna wystawa zwierząt nazywa się Royal Queensland Show albo krócej EKKA (od słowa Exhibition) i przyciąga dosłownie tłumy z całego stanu (ok. 600 tys. odwiedzających w ciągu 10 dni). Jest to tak ważna impreza, że z tej okazji w Brisbane nawet jeden dzień jest wolny od pracy (zawsze jest to druga albo trzecia środa sierpnia). My słyszeliśmy o EKKA różne opinie, że w sumie raz warto się wybrać, ale też że tłumy, że komercja i drożyzna...



Zamiast na EKKA postanowiliśmy się więc wybrać na mniejszą wystawę, Beaudesert Show, które odbywa się jak nazwa wskazuje w Beaudesert, stolicy pobliskiego regionu Scenic Rim. Impreza okazała się bardzo ciekawa i popularna wśród okolicznych mieszkańców. Beaudesert liczy ok. 5 tys. mieszkańców, więc chyba wszyscy z tego miasteczka pojawili się tam na wieczornym pokazie fajerwerków.


A jak wygląda taka wystawa? Teren podzielono na sektory, przeznaczone dla różnych zwierząt. Dominowały krowy różnych odmian (były śmieszne białe z garbami na szyi, oraz brązowe z białymi twarzami), ale były również konie, kucyki, kozy, owce, duża wystawa psów, ‘sektor drobiowy’ oraz część przydzielona dla matek z nowo narodzonymi zwierzątkami. Zwierzęta w każdej kategorii były oceniane, a na zwycięzców czekały szarfy oraz nagrody w rodzaju czajnik elektryczny czy mikser :)



Oprócz wystawy zwierząt były też inne atrakcje, jak zagroda z małymi zwierzętami z którymi można się było pobawić, tzn. pogłaskać albo poczesać lamę, owcę, kozę albo prosiaczka; konkurs rąbania drzewa dla drwali, wystawa sztuki lokalnych artystów, konkurs na najpiękniejszy bukiet kwiatowy, wystawy kosiarek, traktorów czy sprzętu kempingowego, konkurs dojenia krów, konkurs na farmera roku, pokazy skoków na koniach, strzyżenia owiec czy robienia kiełbasy!




Gwoździem programu dziennego była popołudniowa parada nagrodzonych krów różnych odmian, połączona z paradą konnej policji oraz paradą samochodów (tzw. BeautUtes Parade), które też startowały w osobnym konkursie. 

 

Jednak głównym hitem imprezy był wieczorny program rozrywkowy. Zaczął się od prezentacji przerabianych samochodów (utes) i ogłoszenia zwycięzców różnych kategorii, po czym kierowcy mogli popisać się swoimi umiejętnościami, kręcąc kółka na trawie (a przy okazji ochlapując widownię). 

Następnie odbył się pokaz jazdy na koniach, zaprezentowany w formie historii ‘Men from Snowy River’ o Australijskich pionierach, z jeźdźcami na galopujących koniach strzelającymi z bicza. 


Wieczór został tez uświetniony przez całkiem przyzwoity pokaz fajerwerków, który jak się wydawało był główna atrakcją imprezy dla wielu osób.


No i na koniec prawdziwa rozrywka dla mas: demolka samochodów wskrzeszonych ze złomowiska. Wygląda to tak, że kilkanaście samochodów, a właściwie kadłubów bez szyb, świateł i innych zewnętrznych elementów, za to często z dodanymi z przodu ‘pługami’ czy też innymi akcesoriami wspomagającymi uszkadzanie przeciwników, jeździ w kółka atakując się nawzajem do chwili, gdy zostanie tylko jeden pojazd będący w stanie się poruszać...


Ta demolka również odbywa się z podziałem na kategorie, w jednym z wariantów samochody mają doczepione przyczepki, zaprojektowane według fantazji właścicieli – jeden samochód jeździł z doczepionym toi-toiem, inny z dmuchanym rekinem. 


W innym wariancie samochody dostawały punkty za skakanie z ramp i spektakularne dachowania po takich zeskokach (tzw. rollover). Większość samochodów lądowała jednak na dachu i wtedy ekipa 8 strażaków musiała je ręcznie przewracać z powrotem na koła. Szczerze się przy tym uśmialiśmy!


Cała impreza jest naprawdę bardzo widowiskowa, szczególne owacje wzbudzały samochody, które wyglądały już na totalnie zmaltretowane - na przykład sypiące iskrami i buchające dymem spod maski – a pomimo to walczące dalej. 


Zwycięzca zgarnął 2 tysiące dolarów oraz uściski i gratulacje od widzów – na zakończenie imprezy wszyscy wbiegli na trawę, żeby pogratulować mistrzowi demolki.  

 
Wygrał samochód numer 5 - ten  biały i jak widać kierowca musiał wydostać się przez przednią szybę
J&W