Moje zdjęcie
Poniżej zajawka naszych ostatnich zdjęć z albumu na Picasie (zdjęcia nie tylko z Australii) - żeby obejrzeć wszystkie kliknij "View My Gallery":

Picasa Photostream

środa, 30 maja 2012

Bowen - filmowa stolica Australii ;-)


Bowen to niewielkie miasto położone w północnym Queensland, dokładnie 20 stopni na południe od równika. Pomimo położenia, miasteczko cieszy się dość przyjaznym klimatem, bardziej suchym niż to co typowe dla tego tropikalnego regionu. My odwiedziliśmy to miejsce przy okazji naszego pobytu w regionie Whitsundays – Bowen znajduje się tylko 80km na północ od Airlie Beach. Zdecydowanie warto tam zajechać będąc w okolicy.



Bowen jest bardzo ładnie położone, ma kilka niesamowitych plaż i klify spadające wprost do oceanu. Dzięki górzystemu ukształtowania terenu, można łatwo podziwiać widoki na okolicę – wystarczy wspiąć się na jakąś skałkę, żeby mieć przed sobą piękną plażę. Dodatkową atrakcją Bowen jest to, że nie jest to specjalnie turystyczne miejsce, więc jest duża szansa, że taką plażę będziemy mieć tylko dla siebie. 
 



Oprócz krajobrazów, miasteczko znane jest przede wszystkim z tego, że kręcono tu film „Australia” z Nicole Kidman i Hugh Jackman, Bowen udawało miasto Darwin położone w północnej Australii. Na tę okazję wybudowano dosłownie minimiasteczko z budynkami odtawrzającymi Darwin z lat 30-tych XX wieku. Szkoda jednak, że wszystko zostało wyburzone jak tylko produkacja filmu się zakończyła. Jak widać na zdjęciu poniżej, mieszkańcy chyba są bardzo dumni, że w ich mieście kręcono film ;-)

Bowen to również niesamowicie olbrzymi obszar rolniczy produkujący pomidory, paprykę, fasolkę, kukurydzę, melony, bakłażany oraz mango, i to chyba Bowen mango są właśnie znane na całym świecie.
W

środa, 23 maja 2012

Parasailing, paragliding, skydiving, czyli zabawy ze spadochronem


Ponieważ w Australii, a szczególnie w Queensland, na ogół dopisuje pogoda, dużą popularnością cieszą się tu wszelkie zajęcia na świeżym powietrzu. Oprócz wszechobecnych  barbeque (zwanych przez miejscowych ‘Barbie’), popularnego surfingu  czy krykieta, bez problemu można znaleźć też bardziej nietypowe  sposoby spędzania wolnego czasu, takie jak skoki ze spadochronem, czy też szybowanie na spadochronie (paralotni) lub lotni. Oprócz sporej dawki adrenaliny, dodatkową atrakcją jest to, że w słoneczny dzień można podziwiać przepiękne widoki na okolicę. 

 
Parasailing polega na tym, że dość duży spadochron jest ciągnięty przez motorówkę. Im szybciej motorówka jedzie, tym wyżej unosi się spadochron, kiedy zwalnia, zaczynamy powoli spadać. Najlepszą atrakcją są zakręty, przy których potrafi nieźle zachwiać spadochronem. Parasailing to nic strasznego – z nami na łódce był około 65-letni pan, któremu dzieci kupiły parasailing na urodziny. Bardzo mu się podobało!

 
Paragliding, czyli paralotniarstwo, jest trochę większą przygodą. Polega to ogólnie na rzuceniu się z rozpędu z jakiejś skarpy w przepaść z przypiętym do pleców i już rozłożonym specjalnym spadochronem. Taki spadochron potrafi się wznieść bardzo wysoko, kiedy sterowany jest przez sprawnego pilota, który wie jak odpowiednio wykorzystać prądy powietrzne. Popularny jest też wariant z lotnią, czyli trójkątnym latawcem przypiętym do pleców, lub motolotnią, czyli latawcem z dodatkowym motorkiem. Ja miałem przyjemność poszybowania na paralotni, czyli na spadochronie. 


Piękne okolice Mount Tamborine cieszą się dużą popularnością wśród lotniarzy i paralotniarzy

Wbrew pozorom, paragliding też nie jest zbyt strasznym przeżyciem – za to bardzo fajnym i odświeżającym. Oczywiście jest to już na tyle niebezpieczne zajęcie, że nie można tego robić samemu bez licencji pilota – jedyna opcja dla amatorów to lot w tandemie, z instruktorem przypiętym do twoich pleców, który steruje paralotnią. Muszę przyznać, że instruktor bardzo się przydaje, bo jeden z początkujących pilotów próbujących samodzielnego lotu tuż prze mną wylądował wprost na drzewie (na szczęście nic mu się nie stało). Ciekawostką jest to, że nawet lecąc w tandemie z instruktorem, przepisy w Queensland wymagają, że trzeba formalnie zapisać się na kurs pilotowania – lot w tandemie to po prostu pierwsza lekcja w takim kursie. A że bardzo mi się to spodobało, kto wie, może za jakiś czas zrobię resztę kursu :-)

Przygotowanie do startu
Ja lecę na niebieskim spadochronie



Chyba najbardziej adrenalino-pędnym zajęciem z tej działki są skoki ze spadochronem, czyli skydiving. Jest to coś bardzo popularnego wśród turystów przyjeżdżających do Australii, a nawet bardziej – do Nowej Zelandii. My mieliśmy skakać nad Nowozelandzkim jeziorem Taupo, nawet zrobiliśmy już rezerwację. Niestety loty były tego dnia odwołane z powodu z byt silnego wiatru. No coż, trzeba będzie spróbować innym razem, o czym niezwłocznie napiszemy :-) 

Niestety tym razem nie udało nam się skoczyć...

W 

niedziela, 13 maja 2012

Co można zobaczyć przez tydzień w Nowej Zelandii? Krótka relacja z pobytu na północnej wyspie

Nasze pierwsze wrażenia po wylądowaniu w Nowej Zelandii: że bardzo zielono, mnóstwo owiec, górzyście, piękne paprocie rosną tuż przy drodze, no i od razu czuć, że sporo chłodniej niż w Brisbane. Chciałoby się powiedzieć, że to tylko 2,5 godzinny lot dzieli Auckland od Brisbane, a jednak ogromna różnica klimatyczna.

Takich zapierających dech w piersiach widoków w Nowej Zelandii nie brakuje - to zdjęcie zostało zrobione z parkingu po drodze z Waitomo do Auckland
Nasza podróż zaczęła się w Auckland, a właściwie od wylądowania w Auckland, gdyż stąd szybciutko przemieściliśmy się na półwysep Coromandel (jedna z najlepszych stron turystycznych jaką dotąd przeglądałam). Kierowaliśmy się w kierunku miejscowości Whangamata, gdyż chcieliśmy zobaczyć,  jak wygląda największy festiwal w stylu lat 50tych oraz 60tych. Musimy przyznać, że niesamowite wrażenie zrobiły na nas samochody krążące po ulicach, dosłownie jak w starych amerykańskich filmach. Do tego na ulicznych scenach zespoły grały starą muzykę rockandrollową, sporo ludzi sie poprzebierało w szerokie spódnice z podkolanówkami, czy gajerki z szelkami. Szczerze polecamy, impreza nazywa się Beach Hop i odbywa się co rocznie pod koniec marca lub na początku kwietnia.
  
Coromandel - w drodze do Cathedral Cove
Następny punkt programu to Hot Water Beach, gdzie samemu się wykopuje spa na plaży. Woda wypływająca spod piasku na plaży jest tak gorąca, że można się poparzyć. Trzeba jednak sprawdzić, o której godzinie w danym dniu jest odpływ (Hot Water Beach czas odplywów) gdyż plaża w trakcie przypływu jest zalewana wodą morską. Nam się trafiło, że odpływ wypadł w godzinnach rannych, więc mogliśmy najpierw dosłownie rogrzać się w naturalnym źródełku, a potem ruszyć do Cathedral Cove, kolejnej atrakcji na Coromandel. 


Do Cathedral Cove można dotrzeć jedynie albo pieszo z miejscowości Hahei albo dopłynąć łódka. Jest to naturalnie wyrzeźbione przez wodę przejście pod skałą z jednej plaży na kolejną. Wygląda to naprawdę przepięknie, nic dziwnego żę stało się miejscem akcji dla jednej z części filmu Narnia.
Cathedral Cove

Kolejnym naszym celem wyprawy była Rotorua i tak nam się tam spodobało, że zostaliśmy w tej okolicy aż 3 dni. Miejsce to można w skrócie opisać, jako ogromne BBQ z wytryskującymi z ziemi gorącymi gajzerami. Ten powulkaniczny krajobraz to raj geotermalny i wprawił nas w istnych zachwyt naturą.  Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widzieliśmy, nad gorącą ziemią unosi się para z goracych źrodeł, a kolory brzegu jezior geotermalnych zminiają się od niebieskiego po żółty, pomarańczowy czy czerwony. Jest to fantastyczne miejsce do kontemplowania piękna natury i form ziemi. 

Kolor zielony to algi, gorące woda wydobywa się regulranie czasmi przybierając zabawne formy bąbli
Podczas wyjazdu spędziliśmy bardzo dużo czasu w spa – w Rotorua właściwie każdy hotel czy camping ma swoje spa, takie gorące baseny z mineralną woda, odwiedziliśmy również Polinezyjskie Spa (kompleks basenów z wodą o temperaturze od 37 do 42 stopni. W Rotorua odwiedziliśmy również wioskę Te Puia z gajzerem wystrzelającym nawet do 30 metrów (jak wysoko woda wystrzela zależy od ciśnienia powietrza w danym dniu) oraz pokazem Maorskich tańców oraz sztuki. 




W okolicy zwiedziliśmy też dolinę Waimangu oraz Wai-O-Tapu – położone niedaleko Rotorua. Wszystkie te mniejsca są warte odwiedzenia i musimy przyznać, że tak zróżnicowanego krajobrazu dawno nie widzieliśmy: formy powulkanicznych law oraz jezior, malutkie gorące źródełka, bulgoczące wrzące błoto albo zielono zabarwione rzeczki. 

Wai-O-Tapu - jezioro geotermalne, pomarańczowa formacja to arszenik, woda może mieć nawet 80 stopni!
Dolina Waimangu - spacer zajmuje ok. 4 godzin, niesamowite widoki, gorące źródła oraz czarne łabędzie
Unosząca się dookoła para nadaje tym miejscom pewniej tajemniczości, a rosnące przeolbrzymie paprocie sprawiają, że czujesz się jakby w innym świecie. Z Rotoruą wiaże się najsłynniejsza Maoryska historia miłosna: Hinemoa and Tutanekai.Coś podobnego jak zakazana miłość Romeo i Julii, tyle że nie kończy się tragicznie.  
Tęcza zaczyna się w Nowej Zelandi
W Rotorua zobaczyliśmy też kiwi i ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że te ptaki są wielkości kaczek czy indyków. Jakoś w książce wyglądały na sporo mniejsze. Generalnie kiwi to jedno z takich dziwolongów, które po prostu sporo mąci w podziałach przyrodniczych, bo niby ptak, ale ma więcej wspólnego z ssakami niż z innmi ptakami. A i potrafi skakać i parskać, naprawdę jest prześmieszny. Nie mamy zdjęć, bo kiwi są bardzo strachliwe, ale więcej możecie poczytać o kiwi na stronie parku w którym byliśmy Rainbow Springs

 
Z Rotorua ruszylismy nad jezioro Taupo, gdzie mieliśmy zrobić skydiving, ale niestety silny wiatr nam pokrzyżował plany. W zamian znaleźliśmy czas na rafting z Rafting New Zealand (czyli spływ na pontonie po wzburzonej rzece) i wet zoorbing Zydro (czyli zjazd z górki w środku gumowej kuli). Po drodze odkryliśmy też, gdzie powstaje tęcza! Po raz pierwszy widzieliśmy początek tęczy, zdradzę sekret, że wydobywa sie z małej jaskini właśnie w pobliżu jeziora Taupo! 


Rafting był niesamowity, a najbardziej podobał nam się surfing, utrzymywanie łódki pod prąd wody



W Taupo znajdują się rownież fantastyczne spa Taupo Hot Springs ze zjeżdżalniami, które są pod otwartym niebem i trzeba przyznać, że oglądanie księżyca i gwiazd wprost z gorącego basenu jest naprawdę fantastycznym uczuciem. Ech i może nie uwierzycie, ale ja po raz pierwszy zjechałam z wodnej zjeżdżalni...






Kolejnym naszym przystankiem była miejscowość National Park, skąd wyruszyliśmy 20 km szlakiem górskim Tongariro Alpine Crossing w Tongariro Parku Narodowym. Szlak ten prowadzi wsród kraterów oraz aktywnych wulkanów  i mieliśmy szczęście, że wiatr się na tyle uspokoił, że pozwolono turystom ponownie wkroczyć w góry.

Mount Ngauruhoe czyli Mt Doom z Władcy Pierścieni


W Mordorze - w tle Mount Doom
Widoki zapierały w dech piersiach. A dookoła tylko wyschła lawa, siarkowe jeziora i ogromne wulkany. Jest to miejsce, które poslużyło za pierwowzór Mt Doom w filmie Władcy Pierścieni (to ten buchający żarem wulkan gdzie mieszkał Sauron). A sama miejscowość National Park ma atmosferę miejscowości w polskich górach, w każdym domku kominek, kot i drewniany wystrój. W zimie pada tam śnieg i można pojeździć na nartach. 

W drodze do National Park można podziwiać 3 wulkany, tego dnia niestety chmura wisiała nad czubkami...Następnego dnia my tam się wdrapaliśmy!
Nasza grupa - Nic przewodniczka w pomarańczowym kasku
Stąd ruszyliśmy do ostatniego naszego przystanku, Waitomo, gdzie główną atrakacją jest Black Water Rafting, czyli łażenie po jaskiniach połączone z różnymi podziemnymi atrakcjami. Nam przypadła do gustu opcja ze skakaniem po małych wodospadach i pływaniem w wielkich oponach. Wrażenia są pierwsza klasa, bo w jaskinich mieszka mnóstwo świecących robaczków i jak sobie tak płyneliśmy w ciemnościach to mogliśmy sobie patrzeć w górę i tak jakby gwiazdy nad nami świeciły. Do tego nasza przewodniczka zaczeła śpiewać piosenkę z Titanica i jakoś tak romantycznie się zrobiło, że można było całkiem zapomnieć o zimnie i ciemności.
Ogólnie cała ta okolica Waitomo jest malowniczo położona, wśród małych zielonych pagórków i to właśnie gdzieś tu ‘mieszkały’ hobity z Władcy Pierścienia. 

Wygląda znajomo? Hmmm, nie udało nam się spotkać hobitów tylko owce, owce, owce...
Nasza wycieczka skończyla się w Auckland i z braku czasu, udało nam się tam zwiedzić jedynie centrum oraz przepłynąć do Devonport. Ale generalnie w Auckland raczej trzeba się na zwiedzanie poszczególnych dzielnic, niż konkretnych miejsc. Podziwialiśmy Auckland z wieży widokowej Sky Tower, z której można również skoczyć na linie albo przejść się dookoła  niej na wysokości 192 m ponad ziemią! Tygodniowy pobyt w Nowej Zelandii mogę podsumować krótko: adrenalinowe wakacje w hobitowym spa.Więcej zdjęc na picasie

J

piątek, 4 maja 2012

Poczytaj mi mamo po australijsku

O czym są bajki dla dzieci w Australii? Otóż bohaterami książeczek mogą być nie tylko królik, krówka, kotek, piesek czy świnka. Otóż w Australii to australijskie zwierzęta są postaciami: kangur, possum, koala, wombat, struś, jaszczurka, kookaburra itp. Zrobiłam kilka zdjęć jako dowód! Ten post jest napisany dla naszych przyjaciół i ich maluchów.
Wrótce pojawią się posty o naszych ostatnich wakacjach w Nowej Zelandii i na Wyspach Cook'a. Wakacje nas rozleniwiły i stąd opóźnienia....Pozdrawiamy gorąco wszystkich stałych czytelników naszego bloga. 
J
Magiczny possum

 Nie jestem pewna czy ta historia jest o wesołym strusiu...

Ten w środku to wombat

Ropucha tu nie uchodzi na pozytywną bohaterkę...Pewnie dlatego, że jej jad zgromadzony na grzbiecie może łatwo pokonać wroga wielkości psa czy kangura!


niedziela, 25 marca 2012

Na tropie dziobaka - Park Narodowy Eungella

Do Eungella zajechaliśmy po drodze z Mackay do Airlie Beach. Eungella to park narodowy, znany z tego, że jest to jedno z najlepszych miejsc w Australii, żeby zobaczyć dziobaka (platypusa) na żywo (lub z braku szczęścia przynajmniej rodzinę żółwi wodnych :)).  

Dziobak (platypus) - to główna atrakcja Eungella i Broken River
Wyjątkowość dziobaka polega na sposobie rodzenia młodych: otóż jest to jedno z trzech obecnie żyjących jajorodnych zwierząt i jedyne żyjące w wodzie (pozostałe dwa to gatunki kolcztaki, czyli echidny).  W sumie to jest to dość małe zwierzątko (do 50 cm długości), ma dość potężny dziób – może nim rozbijać twardy pancerz krabów a pomiędzy palcami ma błonę, co sprawia, że jest bardzo dobrym pływakiem oraz nurkiem. Widzieliśmy kilka platypusów pojawiających się na powierzchni rzeki, które znikały po jakiś 30-40 sekundach, żeby za chwilę znów się wynurzyć, ale w zupełnie innym miejscu. Chyba nie lubią za bardzo słońca, więc na obserwację najlepiej wybrać się w pochmurny dzień. Z ciekawostek: małe karmione są mlekiem przez futerko mamy (z braku sutków). Dziobaki są także bardzo terytorialne i samce mogą walczyć z innymi dość brutalnie używając do walki ostróg rosnących na tylnych łapkach. 

Żółwie wodne mieszkają w tej samej rzece co dziobaki - jeżeli dziobak się nie pojawi, przynajmniej żółwie gwarantowane
 Park położony jest na zboczu samotnie stojącej góry i ma swoisty mikroklimat – szczyt jest często spowity chmurami i pada tam deszcz, stąd też nazwa, która w języku lokalnego plemienia Aborygenów oznacza ‘kraj chmury’.

W drodze do Krainy Chmury - obiecujemy, że łatwo się tam zgubić, bo ani GPS ani google maps nie działają
Park składa się z dwóch osobnych części – wąwozu Finch Hatton Gorge, który  znajduje się u podnóża góry oraz okolic rzeki Broken River na górze. 
 

Główna część parku Eungella (okolice Broken River) to miejsce, gdzie można podziwiać przepiękne widoki na dolinę poniżej. Wydaje się, że to miejsce jest idalne na loty paralotnią i chyba wszyscy odwiedzający park zajeżdżają do starego pubu z 1933 o nazwie Eungella Chalet z przepiękną panoramą. Chyba spokojnie mógłby on startować w konkursie na pub z najlepszym wiodokiem! 

Widok na dolinę z pubu Eungella Chalet
Druga część parku – wąwóz Finch Hatton jest dość trudno dostępny: ostatnie kilometry drogi jedzie się nieutwardzoną żużlówką i trzeba przekraczać kilka czasem bardzo wartkich strumyków. Idealnie przydałby się samochód z napędem na cztery koła, ale można tam dostać się również zwykłym samochodem, jeśli ostatnio nie padało zbyt dużo deszczu (uwaga – samochodów z wypożyczalni zwykle nie można zabierać poza asfaltowe drogi). 

Finch Hatton
Pogoda była bardzo tropikalna, więc skorzystaliśmy  kąpiel w chłodnym strumieniu, woda rzeczywiście była bardzo rześka i super-czysta. Niestety nie dotarliśmy do końca kanionu, gdzie mały wodospad wpada ze skał do niewielkiego jeziorka wypełnionego wodą ze strumieni.

W strumieniu - Finch Hatton
Udało nam się natomiast wykąpać w jeziorku już bliżej Airlie Beach – około 20 km od miasteczka znajduje się przepiękny wodospad Cedar Creek Falls. Spływajaca woda tworzy tam spore jeziorko, idealne do schłodzenia w uplany dzień. 


Cedar Creek Falls
Wodospad ma ok. 25 metrów wysokości, ale to nie odstraszyło śmiałków od wspinania się na szczyt i skoków do jeziorka. Jeden z miejscowych kolesi wspinał się tak sprawnie, że nie zajmowało mu to więcej niż 2 minuty! 
Więcej zdjęć w albumie Picasa Whitsundays (zdjęcia od 168)

J&W

poniedziałek, 19 marca 2012

Whitsundays - turystyczny raj u stóp Wielkiej Rafy Koralowej

Szukasz raju na ziemi? Odnajdziesz go na Whitsundays. Według nas to najpiękniejsze miejsce, z tych które dotąd widzieliśmy w Australii. Whitsundays to archipelag 74 wysp w środkowym Queensland wciśniętych pomiędzy ląd a Wielką Rafę Koralową.

Wielka Rafa Koralowa oraz słynne naturalne serce widziane z lotu ptaka
Z Brisbane do Whitsundays jest około 1000 km i najłatwiej się tam dostać  samolotem. Można dolecieć bezpośrednio na jedną z wysp, albo do większych miast poniżej/powyżej Airlie Beach. My zdecydowaliśmy się na lot do McKay i dalej jazdę samochodem przez Eungella National Park do Airlie Beach (post o tej podróży już wkrótce).


Airlie Beach to mekka turystyczna, która stanowi główną bazę wypadową zarówno morską jak i lotniczą na wyspy Whitsundays. Można tam znaleźć wszystko, czego potrzeba przeciętnemu turyście: mnóstwo miejsc noclegowych we wszystkich kategoriach cenowych, włączając bakcpakerskie dormy jak i 5 gwiazdkowe resorty, pełno restauracji, barów oraz agencji turystycznych, gdzie można zarezerwować różne wycieczki po wyspach. Sześćdziesiąt sześć z tych wysp jest wciąż niezamieszkanych, wszystkie są  obdarzone przepięknymi plażami, z których najbardziej znana to śnieżnobiała Whitehaven Beach, więc naprawdę jest co podziwiać.

Wyspy Whitsundays
Whitehaven Beach to 7-mio kilometrowa plaża o piasku krystalicznie białym i tak miałkim, że można sobie nim czyścić biżuterię. Plaża ta nie bez powodu regularnie wygrywa w plebiscytach na najpiękniejszą plaże świata (Top Ten Beaches)

Whitehaven Beach 
Whitehaven Beach z lotu ptaka
Najpopularniejszy sposób zwiedzenia Whitsundays to żeglowanie – w Airlie Beach można łatwo zarezerwować jeden z kilkudniowych (lub dłuższych) rejsów. Ceny różnią się dość znacznie, w zależności od typu jachtu, trasy, długości wycieczki, czy też liczby osób, z którymi dzieli się jacht. Jednak wybierając nawet najtańszą (i najkrótszą opcję) należy się liczyć z wydatkiem kilkuset dolarów na osobę.

Whitsundays - dwie z 74 wysp
Alternatywą dla osób o skromniejszym budżecie – lub też o bardziej ograniczonym czasie – jest wzięcie udział w jednodniowej wycieczce szybką łodzią czy katamaranem. W programie takiej wycieczki często są też wbudowane dodatkowe atrakcje, takie jak pobyt na wybranych plażach, czy też nurkowanie lub snorkelling. Jest też opcja ze spaniem na łodzi – hotelu zacumowanym tuż przy Wielkiej Rafie Koralowej.

Wielka Rafa Koralowa

Wielka Rafa Koralowa - a może lunch na wodzie?
My wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę, podczas której mieliśmy okazję przespacerować się po parku narodowym na wyspie Whitsudnday (głównej wyspie archipelagu o tej samej nazwie), poleżeć na słynnej plaży Whitehaven oraz pooglądać ryby podczas snorkellingu. Tak przy okazji wspomnieć należy, że jedyna opcją noclegową na Whitsunday Island jest camping, natomiast jeżeli chcemy spać w hotelu to trzeba poszukać czegoś na Hamilton czy Hayman Island. 

Whitehaven Beach
Whitehaven Beach - podczas przypływu, kiedy jest więcej wody, widok z Inlet Hill
Zdecydowanie jednak polecamy lot małym samolotem ponad wyspami i rafą koralową, widoki z lotu ptaka są po porostu bajeczne i zapierają dech w piersi. W samolocie mieści się 6 pasażerów i chyba mniej odczuwa się bujanie niż w normalnym samolocie. Godzinny lot wystarczy aby zobaczyć główne wyspy a także dolecieć do rafy koralowej i słynnej formacji w kształcie serca. 

Nasz samolocik
Wielka Rafa Koralowa - Serce

Wielka Rafa Koralowa
Jeżeli chodzi o nasze miejsce noclegowe – Airlie Beach, to musimy przyznać, że podobało nam się tam bardziej niż przypuszczaliśmy. Nie do końca wiadomo dlaczego ta miejscowość  ma w nazwie 'plażę', bo raczej jest to przystań dla statków, a ludzie korzystają jedynie ze sztucznej plaży, w której woda jest chyba cieplejsza niż w kranie. Chyba nigdy nie kąpaliśmy się w cieplejszym basenie! 

Sztuczna plaża w Airlie Beach

Widok na zatokę w Airlie Beach o zachodzie słońca - podobny widok można podziwiać z prawie każdego okna w tej miejscowości
Jako że klimat w tej okolicy jest już tropikalny – porównywalny z klimatem Tajlandii czy Indonezji, więc po prostu marzy się o kąpieli w chłodnym oceanie. Niestety przez połowę roku pływają w nim jadowite meduzy, co skutecznie odstrasza przed zamoczeniem nawet czubków palców w oceanie. Z tego też powodu do snorkellowanania trzeba założyć specjalny kombinezon i niestety nie jest to już taka frajda. Do tego co prawda rafa jest piękna z kolorowymi rybkami, ale jeżeli widziało się wcześniej cudowne rafy w okolicach Bali, to snorkellowanie przy wyspach nie wprawia cię w zachwyt (prawdopodobnie przy samej rafie koralowej podwodne widoki byłyby dużo lepsze, może następnym razem to sprawdzimy). 

Zatoka w pobliżu Airlie Beach
Ci, którzy skuszą się na kąpiel morską, mogą w razie potrzeby skorzystać z apteczki pierwszej pomocy: octu winnego, który łagodzi natychmiastowe skutki ukąszenia przez meduzy. Kąpiel w okresie od listopada do maja jest jednak bardzo odradzana, bo meduzy (np. Box jellyfish czy Irukandji) mogą spowodować nawet śmierć - ocet winny tylko pomaga złagodzić ból, a ukąszony pacjent musi natychmiast udać się do szpitala (dzwonić 000 w razie wypadku).

Airlie Beach zamieszkuje mnóstwo ptaków i śmiało można nazwać to miejsce miastem cockatoos. Wieczorem ptaki robią nalot na okoliczne hotele i jeżeli tylko je zawołasz (wystarczy ‘hello’) to przyfruną na twój balkon i będą ci jadły z ręki! 



Whitsundays zasłynęły również z nietuzinkowej rekrutacji na ‘najlepszą pracę świata’, czyli pracy na Hamilton Island w roli 'Opiekuna Wyspy' (‘Island Caretaker’). Aby wziąć udział w selekcji trzeba było przygotować 60-sekundowe video o sobie, a tak wygląda video z ogłoszeniem o pracę:
The best job in the world   Może następnym razem….Polecamy!

Whitehaven Beach
Whitehaven Beach - podczas odpływu, kiedy jest płytsza woda formują się niesamowite piaskowe zygzaki
Więcej zdjęć na Picasa Whitsundays


J&W